Koguty pieją- jest dobrze. Chillout w El Cotillo.

Podczas każdej podróży przychodzi taki dzień,że człowiek ma zwyczajnie dość – dość wstawania o świcie i biegania po górach,w myśl zasady,że szkoda wakacji na spanie i trzeba zobaczyć jak najwięcej w ciągu 24 godzin. Ja po „zaliczeniu” Cofete, Pico de Zarza,głośnego kurortu Corralejo i wulkanów, stwierdziłam,że jestem zmęczona, zblazowana i nie zdzierżę kolejnego dnia na szlaku, wulkany i piękne widoki mi spowszedniały. Jednym słowem – chcę się trochę ponudzić.Plan jest taki – cały dzień nic nie robić, smażyć się na plaży i ewentualnie wybrać na spacer.

Czytaj dalej „Koguty pieją- jest dobrze. Chillout w El Cotillo.”

Sendero de Bayuyo. Wśród zielonych wulkanów.

Z czym Wam się kojarzy Fuerteventura? Wystarczy wpisać ją  w wyszukiwarkę i google wypluwa jakieś 24 miliony stron; na zdjęciach widzimy lazurowy ocean, surferów, wydmy, kilometry złotego piasku, pustynię. Wulkany,trekking? To chyba nie na tej wyspie. To jeden z powodów,dla których tak długo omijałam Fuerteventurę. Jak się okazało – byłam w błędzie. Wyspa oferuje nie tylko najlepsze plaże Atlantyku i doskonałe warunki do uprawiania sportów wodnych, ale też rozbudowaną i dobrze oznakowaną siec szlaków pieszych. Zapraszam więc na pierwszą wedrówkę po Fuerteventurze.