La Graciosa trekking Możliwość przyklejania wpisów

Plażowanie pod wulkanem. Montaña Bermeja & Playa de las Conchas


Co można robić przez 48 h na pustynnej wysepce, którą da się obejść dookoła w kilka godzin? W miejscu bez asfaltowych dróg, sklepów z pamiątkami, naganiaczy do knajp, zabytków i jakichkolwiek atrakcji turystycznych? Zadupie wszechświata…Można zwariować z nudów, zwłaszcza jeśli po wyspie włóczysz się całkiem sam/a. Czytaj dalej „Plażowanie pod wulkanem. Montaña Bermeja & Playa de las Conchas”

Col des Moines Pireneje Możliwość przyklejania wpisów

Bonjour Pic du Midi d’Ossau! Trekking w Pirenejach cz.1


Czerwcowy wieczór, 2,5 tysiąca kilometrów od domu. Małe klimatyczne schronisko nad jeziorem, w którego tafli odbija się przepiękny samotny szczyt. Siedzę przy kolacji z Francuzami i jako jedyny obcokrajowiec czuję się „nieco” wyobcowana, jak dziecko na imprezie dla dorosłych, ludzie rozmawiają między sobą, a ja siedzę jak ten alien i gapię się w talerz. Wreszcie ktoś, lituje się nade mną i usiłując zagaić : „Wiesz, że to najlepsze miejsce w Pirenejach, jak tu trafiłaś?” – pyta „Cóż, znalazłam ten obrazek w internetach i przyjechałam ;-)” – odpowiadam. Czytaj dalej „Bonjour Pic du Midi d’Ossau! Trekking w Pirenejach cz.1”

Możliwość przyklejania wpisów

Góry, czacza i krowie placki. Moje pierwsze spotkanie z Gruzją


Gruzja to nie jest kraj dla każdego. Mam wrażenie, że nie każdy by tu wytrzymał. Dzień pierwszy. Po nieprzespanej nocy i kilku godzinach telepania się po serpentynach i wertepach nasza marszrutka łapie gumę. Stoimy na zakręcie nad przepaścią. Koła zapasowego nie ma, no bo po co…. Kierowcy zaglądają pod podwozie, deliberują, palą fajkę za fajką. Nasza grupa chroni się w nikłym cieniu rzucanym przez słup wysokiego napięcia. Czekamy.

Mestia. Pokój z bookingcom to pomieszczenie w piwnicy bez okna – bez wahania odwracam się na pięcie i z ciężkim plecakiem wędruję w upale od domu do domu szukając nowego noclegu. Żar leje się z nieba, a ja idąc z trudem omijam krowie placki. Czytaj dalej „Góry, czacza i krowie placki. Moje pierwsze spotkanie z Gruzją”

Możliwość przyklejania wpisów

Veni, vidi, vici. Zimowy Kasprowy


Siedzę nieprzytomna i niewyspana w jednym z pierwszych autobusów do Zakopanego. Szybkie spojrzenie na kamerki TOPRU – oj, nie wygląda to dobrze. Chochołowska mroczna i zasnuta chmurami , a na Goryczkowej świata nie widać. Wybór między Kasprowym a Grzesiem będzie naprawdę bardzo trudny. A przecież sprawdzałam pogodę jeszcze o pierwszej w nocy…

Dojeżdżamy do miejsca, gdzie zazwyczaj po raz pierwszy  widać z oddali tatrzańskie szczyty. Dziś gór nie ma, tylko szare niskie chmury. Nawet się nie wkurzam –  nic to, pójdę po prostu na spacer którąś z dolin, zjem szarlotkę w schronisku i wrócę. Czytaj dalej „Veni, vidi, vici. Zimowy Kasprowy”

Możliwość przyklejania wpisów

Wielki Kopieniec i Nosal – (moje) pierwsze wejście zimowe


Z Nosala można zlecieć, z Kopieńca można się sturlać ( o zadyszce nie wspomnę) . Palce można przemrozić już w autobusie do Zakopca. Zimowa wyprawa to bardzo poważne wyzwanie, nawet kiedy celem są reglowe pagóry tatrzańskie. Zimą jeszcze mniej chce się wstawać przed świtem. Ale mus to mus – jakiś czas temu postanowiłam, że będę w Tatrach w każdym miesiącu. Kiedy nadszedł ostatni weekend lutego, nie miałam wyjścia ;-)

Czytaj dalej „Wielki Kopieniec i Nosal – (moje) pierwsze wejście zimowe”

Możliwość przyklejania wpisów

Sete Cidades. Jeden krater,dwa jeziora, cztery pory roku.


Koniec  trasy, wysiadam z autobusu i bezradnie rozglądam się wokół.  Jestem na dnie krateru, deszcz, wiatr,mgła, widoczność prawie zerowa, na końcu alei wysokich drzew majaczy się sylwetka białego kościoła. Klimat jak z horroru. Siadam w pustej knajpie, przypominającej bary Społem, kupuję kawę i przeraźliwie słodkie ciastko i zapadam w zadumę nad życiem i pogodą na Azorach. Mój ostatni dzień na wyspie, beznadzieja, smutek i nostalgia. Według AccuWeather za 2 godziny powinno wyjść słońca, tymczasem wydaje się, że deszcz będzie padał do końca świata ( a już na pewno do końca dnia).

Czytaj dalej „Sete Cidades. Jeden krater,dwa jeziora, cztery pory roku.”

Teneryfa for dummies – praktyczny poradnik trekkingowy


Codziennie na Teneryfie ląduje kilkadziesiąt samolotów wypełnionych turystami spragnionymi ciepła i słońca, dobrej zabawy w klubach, okazyjnych zakupów w strefie bezcłowej. Większość z nich wyjeżdża nie wiedząc, że wyspa to nie tylko plażowanie i imprezy, to także setki kilometrów szlaków, gdzie można złapać trochę słońca i uciec od europejskiej długiej zimy. Czytaj dalej „Teneryfa for dummies – praktyczny poradnik trekkingowy”

podsumowanie 2017

2017 – blaski i cienie. Górskie podsumowanie roku


To nie był najlepszy rok. Kilku planów nie zrealizowałam, nie zdobyłam zbyt wielu szczytów, nie zrobiłam żadnych postępów w zimowych wędrowkach, często lenistwo nie pozwalało mi wstać bladym świtem, żeby jechać w góry, wreszcie – kontuzja uziemiła mnie na ponad dwa miesiące.

526 km i 37 dni na szlaku – jestem pewna, że niejeden marzy o takim wyniku. W 2017 częściej oglądałam wschody i zachody słońca w górach, kolejny raz wędrowałam w górach Anaga i na La Graciosie, odkryłam na nowo Tatry Zachodnie, odwiedziłam ponownie Małą Fatrę, pobiłam swój rekord wysokości wchodząc na 3718 m, wreszcie – samotnie włóczyłam się przez tydzień z ciężkim plecakiem po Pirenejach. Choć zawsze powtarzam, że prócz Tatr żadne polskie góry nie są warte zachodu, w mijającym roku pojawiłam się na szlakach Pienin, Gorców, Beskidu Żywieckiego i Niskiego. Reasumując – było nieźle, mogło być lepiej. Czytaj dalej „2017 – blaski i cienie. Górskie podsumowanie roku”