Możliwość przyklejania wpisów

Graciosa w 48 godzin. Dzień#1 – Montaña Amarilla

Druga wizyta na La Graciosie. Tym razem nie opada mi szczęka, za to mam bardzo dużo czasu . Tak dużo, że prawie mnie to przeraża. Wysepka jest naprawdę malutka, pusta, spokojna, a kiedy gaśnie słońce – wręcz ponura. Jeszcze 24 godziny wcześniej byłam w śmierdzącym, głośnym, zatłoczonym Krakowie, dziś wystawiam twarz do słońca na malutkiej plaży w Caleta del Sebo, nieśmiało zanurzam się w chłodnym oceanie, patrzę na horyzont zamknięty klifami Famara i wulkanicznymi wzgórzami Lanzarote. Czytaj dalej „Graciosa w 48 godzin. Dzień#1 – Montaña Amarilla”

Col des Moines Pireneje Możliwość przyklejania wpisów

Bonjour Pic du Midi d’Ossau! Trekking w Pirenejach cz.1

Czerwcowy wieczór, 2,5 tysiąca kilometrów od domu. Małe klimatyczne schronisko nad jeziorem, w którego tafli odbija się przepiękny samotny szczyt. Siedzę przy kolacji z Francuzami i jako jedyny obcokrajowiec czuję się „nieco” wyobcowana, jak dziecko na imprezie dla dorosłych, ludzie rozmawiają między sobą, a ja siedzę jak ten alien i gapię się w talerz. Wreszcie ktoś, lituje się nade mną i usiłując zagaić : „Wiesz, że to najlepsze miejsce w Pirenejach, jak tu trafiłaś?” – pyta „Cóż, znalazłam ten obrazek w internetach i przyjechałam ;-)” – odpowiadam. Czytaj dalej „Bonjour Pic du Midi d’Ossau! Trekking w Pirenejach cz.1”

Możliwość przyklejania wpisów

Powrót w góry Anaga. Taganana-Afur-Tamadite-Taganana

Jeśli w biegu przegryzasz powerade’a batonem energtycznym, to wiedz, że coś się dzieje. A mianowicie – planowany lajtowy spacerek zamienił się w szaleńczy bieg i walkę z czasem. Dzień po wejściu na Teide musiałam się rano przemieścić z Puerto de la Cruz do Santa Cruz, cudem zdążyłam na autobus w góry i wylądowałam w wiosce Taganana dopiero o 11.30. To skandaliczna pora na wyjście na szlak, dlatego stwierdziłam, że zrobię jakąś krótką trasę. To miał być dzień odpoczynku. Skończyło się jak zwykle.  Czytaj dalej „Powrót w góry Anaga. Taganana-Afur-Tamadite-Taganana”

Możliwość przyklejania wpisów

Góry, czacza i krowie placki. Moje pierwsze spotkanie z Gruzją

Gruzja to nie jest kraj dla każdego. Mam wrażenie, że nie każdy by tu wytrzymał. Dzień pierwszy. Po nieprzespanej nocy i kilku godzinach telepania się po serpentynach i wertepach nasza marszrutka łapie gumę. Stoimy na zakręcie nad przepaścią. Koła zapasowego nie ma, no bo po co…. Kierowcy zaglądają pod podwozie, deliberują, palą fajkę za fajką. Nasza grupa chroni się w nikłym cieniu rzucanym przez słup wysokiego napięcia. Czekamy.

Mestia. Pokój z bookingcom to pomieszczenie w piwnicy bez okna – bez wahania odwracam się na pięcie i z ciężkim plecakiem wędruję w upale od domu do domu szukając nowego noclegu. Żar leje się z nieba, a ja idąc z trudem omijam krowie placki. Czytaj dalej „Góry, czacza i krowie placki. Moje pierwsze spotkanie z Gruzją”

Możliwość przyklejania wpisów

Wielki Kopieniec i Nosal – (moje) pierwsze wejście zimowe

Z Nosala można zlecieć, z Kopieńca można się sturlać ( o zadyszce nie wspomnę) . Palce można przemrozić już w autobusie do Zakopca. Zimowa wyprawa to bardzo poważne wyzwanie, nawet kiedy celem są reglowe pagóry tatrzańskie. Zimą jeszcze mniej chce się wstawać przed świtem. Ale mus to mus – jakiś czas temu postanowiłam, że będę w Tatrach w każdym miesiącu. Kiedy nadszedł ostatni weekend lutego, nie miałam wyjścia ;-)

Czytaj dalej „Wielki Kopieniec i Nosal – (moje) pierwsze wejście zimowe”

jesienny zachód słońca w Pieninach

Powrót w góry. Zachód słońca na Wysokim Wierchu


Październikowa sobota, godzina do zachodu słońca. Podczas gdy wesołe towarzystwo biesiadowało na zewnątrz schroniska i tylko kwestią czasu było kiedy na drewnianych stołach pojawią się przyniesione z dołu alkohole (jak wiadomo, w Durbaszce panuje prohibicja), ja cichutko i zupełnie sama szłam powoli w kierunku Wysokiego Wierchu. Kiedy tylko znalazłam się na grzbiecie Małych Pienin, zaczęła się magia. Schowane przez pół dnia za chmurami słońce, nagle oświetliło zielone wzgórza, na których o tej porze nie było już nikogo. Za nic w świecie nie wróciłabym teraz na nocleg do gwarnego schroniska. Bogu niech będą dzięki, że nie było już miejsc. Bo człowiek najbardziej samotny czuje się w tłumie. Czytaj dalej „Powrót w góry. Zachód słońca na Wysokim Wierchu”

Leniwy dzień w Néouvielle. Trekking w Pirenejach cz.3

Powinnam się już nauczyć, że na ostatni dzień nie zostawia się ani wisienki na torcie ani porządnej wyrypy. Nawet jeśli jest to jedyny dzień wędrówki bez 12 kg balastu na plecach. Od jakiegoś czasu miałam ochotę przejść szlakiem GR10 na Col de Madamette – fajne widoki, zero trudności. Jednak już poprzedniego wieczoru wiedziałam, że chyba nie dam rady – 20km pętla, wyglądająca na mapie na lajtowy spacerek , umordowała mnie okrutnie (relacja TU). Trasa na przełęcz Madamette wyglądała na o wiele dłuższą. Pomyślałam, że wyśpię się i pójdę po prostu przed siebie – zobaczyć, co jest za zakrętem ( a raczej – po drugiej stronie gór). Czytaj dalej „Leniwy dzień w Néouvielle. Trekking w Pirenejach cz.3”