jesienny zachód słońca w Pieninach

Powrót w góry. Zachód słońca na Wysokim Wierchu


Październikowa sobota, godzina do zachodu słońca. Podczas gdy wesołe towarzystwo biesiadowało na zewnątrz schroniska i tylko kwestią czasu było kiedy na drewnianych stołach pojawią się przyniesione z dołu alkohole (jak wiadomo, w Durbaszce panuje prohibicja), ja cichutko i zupełnie sama szłam powoli w kierunku Wysokiego Wierchu. Kiedy tylko znalazłam się na grzbiecie Małych Pienin, zaczęła się magia. Schowane przez pół dnia za chmurami słońce, nagle oświetliło zielone wzgórza, na których o tej porze nie było już nikogo. Za nic w świecie nie wróciłabym teraz na nocleg do gwarnego schroniska. Bogu niech będą dzięki, że nie było już miejsc. Bo człowiek najbardziej samotny czuje się w tłumie. Czytaj dalej „Powrót w góry. Zachód słońca na Wysokim Wierchu”

Małe Pieniny w Walentynki. Bo w górach jest wszystko, co kocham ;-)

W górach jest wszystko co kocham – trochę to oklepane…. Mimo to, nie ulega wątpliwości, że ja najbardziej na świecie kocham Tatry! Hmm, wypadałoby odwiedzić w Walentynki…. ;-)  Niestety, w ostatni weekend zostałam skutecznie zdemotywowana lawinową trójką i końcówką ferii w województwie mazowieckim ( czyt. tłumy w dolinkach  i korki na Zakopiance) . Dlatego w myśl zasady, że lepiej jechać w jakiekolwiek góry, niż siedzieć cały weekend na tyłku, kupiłam bilet na pierwszy poranny autobus do Szczawnicy.

Pienin nie lubię – mam z nimi złe wspomnienia. Kilka lat temu wybrałam się na Trzy Korony i Sokolicę. Wrażenia : tłumy turystów w sandałach, wycieczki szkolne i wrzeszczące dzieci, mało przestrzeni i widoków ( ! ), straszliwy  ból kolan ( coś mi ewidentnie wtedy siadło, ledwo dowlokłam się z busa do domu). Po tej traumie stwierdziłam, że więcej moja noga tam nie postanie. Czytaj dalej „Małe Pieniny w Walentynki. Bo w górach jest wszystko, co kocham ;-)”