Z sielanki do Mordoru. Spacer do Zbójnickiej Chaty

Powiem szczerze – szkoda mi urlopu na Tatry, preferuje jedno, dwu- dniówki. Tym razem jednak tak się złożyło, że w środku sezonu, pod koniec lipca musiałam wykorzystać calutki tydzień. Zamorskie podróże odpadły, więc wybór mógł być tyle jeden – Słowacja! Plany były ambitne – Rysy, Mała Wysoka, Tatry Bielskie. Plany szybko rozmyły się w deszczu przy huku piorunów. Znów dopadł mnie pech pogodowy ( jak na Azorach). Zamiast zdobywać szczyty, zwiedzałam słowackie schroniska i doliny. Mimo beznadziejnej pogody, udało mi się uszczknąć kilka godzin, kiedy miałam okazję podziwiać kiczowate piękno tatrzańskiego lata. Sielankę, która po kilku godzinach zamieniła się w Mordor. Zapraszam na spacer do Zbójnickiej Chaty. Czytaj dalej „Z sielanki do Mordoru. Spacer do Zbójnickiej Chaty”

Stoh zaliczony. Więcej się nie spotkamy

Stoh z daleka wygląda bardzo zachęcająco. Wysoki, dobrze zbudowany, żeby nie powiedzieć przypakowany. Dlatego wybrałam właśnie jego. Jak się okazuje – dużo traci przy bliższym poznaniu. Dlatego pewnie więcej się nie spotkamy, to był typowy one day stand. Wymęczył mnie okropnie, a wcale nie było tak fajnie, jak się spodziewałam. Ale od początku… Czytaj dalej „Stoh zaliczony. Więcej się nie spotkamy”

Rude Tatry poza szlakiem. Liliowe-Zavory-Wrota-Moko

Spokojna, ciepła sierpniowa noc. Nad Morskim Okiem wreszcie zapanował spokój, kilka godzin wcześniej gwarny tłum rozochocony plażowaniem i browarami wylał się na asfaltówkę i ruszył karnie w dół. Wreszcie można było się wyciszyć i kontemplować uśpione granitowe szczyty.

-Gosia, trzymaj te plecaki, ja biorę karimaty,biegnę i biję się o miejsce – w moim głosie było słychać determinację

– Na pewno dasz radę? – zaniepokoiła się Gosia

-Spoko, mam praktykę, codziennie pcham się do pociągu, którym jeżdżę do korpo … ( może by tak wpisać to sobie do CV)

Atmosfera gęstniała z minuty na minutę, aż dziewczyna zamiatająca podłogę, żebyśmy spali w ludzkich ( sic!) warunkach, mało nie pogoniła nas miotłą. Wreszcie nastąpiła godzina zero i zdesperowany tłum ruszył do szturmu, zajmując każdy wolny centymetr podłogi. Czarne, potężne bryły Mięguszy w milczeniu, niewzruszenie przyglądały się dantejskim scenom, które rozgrywały się na werandzie schroniska. Czytaj dalej „Rude Tatry poza szlakiem. Liliowe-Zavory-Wrota-Moko”