Stoh zaliczony. Więcej się nie spotkamy

Stoh z daleka wygląda bardzo zachęcająco. Wysoki, dobrze zbudowany, żeby nie powiedzieć przypakowany. Dlatego wybrałam właśnie jego. Jak się okazuje – dużo traci przy bliższym poznaniu. Dlatego pewnie więcej się nie spotkamy, to był typowy one day stand. Wymęczył mnie okropnie, a wcale nie było tak fajnie, jak się spodziewałam. Ale od początku… Czytaj dalej „Stoh zaliczony. Więcej się nie spotkamy”

Mazeri – dzień lenistwa. Trekking w Swanetii cz.3

Tłukę się po serpentynach zdezelowanym busikiem już piątą godzinę – upał, tradycyjna poprzyjazdowa migrena i ruskie discopolo. W takich warunkah człowiek zaczyna w końcu wpadać w katatonię. Bo co mu innego pozostało..?  Aż tu nagle, wyjeżdżamy zza zakrętu i z lewej strony wyrasta w niebo ogromny,wręcz gigantyczny, szpiczasty szczyt.  Aaaa – Uszba! widzieliście??? – budzę się z letargu, budząc równocześnie towarzyszy niedoli. Tak, to wtedy pierwszy raz ją zobaczyłam. Busik mknie dale,j a mi udaje się w ostatniej chwili uchwycić dziwną nazwę miejscowości ( a raczej gminy) – Becho. I już wiem, że muszę to miejsce odwiedzić. Czytaj dalej „Mazeri – dzień lenistwa. Trekking w Swanetii cz.3”

Into the wild. Trekking w Swanetii cz.2 – lodowiec Chalaadi

To miał być dzień relaksu. Patrząc z niepokojem na prognozę pogody i mając jeszcze świeżo w pamięci burzę nad czterotysięcznikami, przed którą uciekałam poprzedniego dnia, postanowiłam, że po prostu przejdę się na spacerek do lodowca Chalaadi. Jako, że nie lubię chodzić po płaskim, ani też zwiedzać top atrakcji, początkowo nie miałam tej wycieczki w planach. Ale kiedy, zamiast wejść na górę Meptesh, zostałam przypadkiem wywieziona wyciągiem ( i nie chciało mi się drugi raz tam iść z buta), miałam jeden extra dzień. Pomyślałam, że wykorzystam go na lajtowy spacerek. Czytaj dalej „Into the wild. Trekking w Swanetii cz.2 – lodowiec Chalaadi”