wieża widokowa na Cergowej widok na południe

Góra Cergowa – szlakami dzieciństwa w Beskidzie Niskim

Ostatnio dużo łatwiej mi wyskoczyć na spacerek w  Beskid Wyspowy niż kisić się w korku na Zakopiance; przekonałam się na własnej skórze, że na beskidzkich pagórach można się porządnie zmęczyć; wiem, że z dala od schronisk na szlaku będę sama. Jeżeli zaglądacie na bloga regularnie to wiecie, że jakiś czas temu polubiłam Beskidy. Za to chyba mało kto wie, że autorka tego bloga urodziła się w Beskidach; a konkretnie – w Beskidzie Niskim, w Dukli, u stóp wielkiej góry 😉

Dukla Cergowa szlaki piesze Beskid Niski
nad okolicą góruje Cergowa

Beskid Niski sercu bliski. Prawda jest taka, że mojemu sercu nigdy bliski nie był – ani kiedy tam mieszkałam, ani kiedy wreszcie uciekłam z małego miasteczka położonego w pięknej dolinie i zachłysnęłam się szybkim życiem w wielkim, głośnym mieście; ani wtedy, kiedy codziennie walczyłam ze szkocką depresyjną aurą. Nie mogłam uwierzyć, jak można zachwycać się tymi niskimi, nudnymi pagórami na końcu świata, skoro przecież w każdy weekend można skoczyć w Tatry.

Dziś, kiedy moim największym marzeniem jest zamieszkać na zadupiu typu Mszana Dolna albo jeszcze lepiej – prowadzić schronisko, zaczęłam trochę przychylniej patrzeć na moją rodzinną miejscowość i swojskie niziutkie beskidzkie pagórki. Żeby nie powiedzieć – z pewną nostalgią.

Dukla Beskid Niski szlaki
tu się wychowałam

Jakie plusy ma weekendowy wypad w Beskid Niski? Po pierwsze – nie trzeba wstawać o świcie, bo szlaki mam właściwie pod domem; po drugie – nie muszę się martwić noclegiem, bo śpię u rodziców; wreszcie – kiedy schodzę ze szlaku czeka na mnie domowy obiad 😉 O tym, że na szlakach nie ma żywej duszy nie muszę chyba wspominać. Minusy? Jak sama nazwa wskazuje, górki są niskie, zalesione i nie ma co liczyć na spektakularne foty. Mimo to można się całkiem nieźle zmęczyć, a nic tak dobrze nie resetuje, jak taplanie się błocie, którego w Beskidzie Niskim nie brakuje.

żółty szlak z Dukli do GSB
pogoda żyleta!

Zaczynam myśleć, że wczesna wiosna to idealny czas na wędrówki po niższych górach – kiedy nie pada deszcz ze śniegiem, a wichury nie łamią drzew można trafić na czyste zimne błękitne niebo, rześkie powietrze i ciepłe, prawie jesienne kolory. Burze są bardzo rzadkie, a dni coraz dłuższe. Do dziś wspominam idealny marcowy dzień w Pieninach dwa lata temu, a także kwietniowe wędrówki w zeszłym roku. Tak się szczęśliwie złożyło, że dawno zaplanowana wizyta o dentystki, do której chodzę od lat, zbiegła się z sobotnim oknem pogodowym. Grzechem byłoby go nie wykorzystać!

Zainspirowana przygodami Musu Mozołu postanowiłam przejść kawałek Głównego Szlaku Beskidzkiego i odwiedzić niedawno wybudowaną wieżę widokową na górującej nad miasteczkiem górze Cergowej (tu z kolei zainspirowali mnie Zieloni w podróży). Rano okazuje się, że zaspałam, a w telewizji o 10 zaczynają się skoki, więc nie ma mnie kto odwieźć do Lubatowej skąd chciałam wystartować. Dlatego postanawiam dojść do GSB szlakiem żółtym zaczynającym się pod moim rodzinnym domem. Szlak początkowo biegnie przez tzw. Hyczki, skąd w dzieciństwie zjeżdżałam na sankach, później zaczyna się las i błotny Armageddon. Dodatkową atrakcją są blokujące szlak, powalone przez zimowe wichury drzewa.

Beskid Niski Dukla szlak GSB Hyczki
musiała być niezła wichura

Po dwóch godzinach nierównej walki z błotem dochodzę do czerwonego szlaku i ze zdziwieniem widzę na szlakowskazie, że do Pustelni Św. Jana (przez tubylców zwanej Puszczą) jest jeszcze 1,40 h. Zaczynam wątpić, że zdążę planowaną trasę zrobić przed zmrokiem (czołówki brak, bo kto by brał czołówkę na weekend u rodziców).

Błoto znika, a szlak przypomina teraz alejkę w słonecznym parku, dlatego dodaję gazu i na pustelni melduję się już po godzinie. Nie wiem, jak to możliwe, bo kondycję mam tragiczną po zimie spędzonej na sofie z serialami, dlatego myślę, że po prostu ktoś się pomylił, wyznaczając tak długi czas przejścia.

Pustelnia Św. Jana z Dukli
Pustelnia Św. Jana z Dukli

Moja ubłocona postać z plecakiem spotyka się ze zdziwionymi spojrzeniami tych, co przyjechali tu po rzekomo cudowną wodę płynącą ze źródełka. Napełniam bukłak i biegnę dalej – w dół do Nowej Wsi skąd zaczyna się podejście na Cergową – mój dzisiejszy cel. Z tej perspektywy góra nie wygląda tak imponująco jak z Dukli, co zdecydowanie dobrze wpływa na moje morale.

GSB szlak Chyrowa Lubatowa
niby wiosna, ale jakoś jesiennie

Bardzo szybko początkowe, strome podejście zmienia się w „alejkę w parku” biegnącą łagodnie grzbietem. Na górze Cergowej byłam wiele razy, ale nigdy wczesną wiosną, kiedy na drzewach nie ma jeszcze liści i las jest rozświetlony pięknym, popołudniowym słońcem. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak cieszył mnie spacer po (pa)górach. Nie sądziłam, że kiedykolwiek tak fajnie będzie mi się wędrowało po rodzinnej okolicy.

GSB Chyrowa Cergowa Lubatowa szlak
prawie jak spacer po parku

Wreszcie docieram na szczyt i po szybkiej kanapce wdrapuję się na wieżę widokową. Wcześniej wejście na najwyższy szczyt w okolicy można było traktować tylko jako wycieczkę treningową, bo na żadne widoki nie można było liczyć.

Cergowa wieża widokowa panorama
widok na południe
wieża widokowa na górze Cergowej
Dukla niestety chowa się za drzewami

Dziś po raz pierwszy mogę zobaczyć łagodne grzbiety górskie na południu i pofalowane pola na północy. (Kiedy później mocno powiększam zdjęcie na komputerze mam wrażenie, że widać też ośnieżone bieszczadzkie połoniny). Wygląda na to, że wybudowanie wieży ma pozytywny wpływ na rozwój turystyki pieszej w okolicy, bo oprócz mnie na szczycie jest około dziesięciu osób (wcześniej zwykle nie spotykałam nikogo).

Cergowa, wieża widokowa, Beskid Niski, GSB
w oddali chyba widać Bieszczady ;-)

Zejście czerwonym szlakiem do Lubatowej nieco mi się dłuży, bo słońce chowa się za górą i w lesie robi się dość ponuro. Koniec etapu to marsz asfaltówką przez pola  w ostatnich ciepłych promieniach marcowego słońca. Dzięki Bogu, nie muszę się martwić, jak wrócę do domu – przyjeżdża po mnie brat (jeśli ktoś akurat nie ma brata w okolicy, od biedy można do Dukli wrócić asfaltówką – 7 km, albo łapać stopa), a już kilkanaście minut później uzupełniam stracone kalorie domowymi gołąbkami. Żyć, nie umierać!

GSB Cergowa Lubatowa Beskid Niski
zejście do Lubatowej, widok na południe
GSB Lubatowa Beskid Niski
Lubatowa

Mimo, że dziś zaliczyłam tylko dukielskie pagóry jestem w stu procentach zadowolona z wycieczki. Pogoda żyleta, wędrówka w słonecznym lesie i 19 km w nogach – akumulatory naładowane!


Podczas tego sobotniego spacerku przyszło mi do głowy, że fajnie byłoby przejść GSB  w kawałkach. Tradycyjnie – bez spiny i deadline’u. Zobaczymy, co z tego wyjdzie ;-)


TROCHĘ STATYSTYK:

  • Długość szlaku: 19.14 km
  • Czas: 6.49 h (wliczając przerwy)
  • Suma podejść: 1033
  • Suma zejść: 954
  • Spalone kalorie: 3326 
szlak GSB Chyrowa Lubatowa
https://opentopomap.org

 

 

 

 

 

2 uwagi do wpisu “Góra Cergowa – szlakami dzieciństwa w Beskidzie Niskim

  1. Jak myślisz? Czy Beskid Niski będzie dobrym pomysłem na wypady z rocznym dzieckiem w plecaku nosidełku? Nie możemy się z żoną zdecydować, czy uderzyć tam, czy w Beskid Wyspowy.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.