Na randce z Grzesiem. Wiosenne Tatry Zachodnie


Grześ miał być moją tegoroczną zdobyczą zimową – lekki, łatwy i przyjemny. Niezbyt wymagający. Jednak dziwnym trafem ile razy się tam wybierałam to albo byłam chora, albo nie było pogody, albo  ostatecznie szłam gdzie indziej ( patrz : Kasprowy). Czas płynął, przez Chochołowską przetoczyło się krokusowa szaleństwo, a potem długoweekendowy tłum. W końcu nadszedł dzień, kiedy postanowiłam wreszcie odwiedzić Grzesia. Potem, kiedy całkiem zniknie śnieg, nie będzie na niego czasu – kto by sobie zawracał głowę  jakimś kurduplem, skoro mam na liście prawdziwe szczyty do zdobycia. Czytaj dalej „Na randce z Grzesiem. Wiosenne Tatry Zachodnie”