Mała Fatra dla sofciarzy. Wielki Krywań & Chleb


Nie ma się co oszukiwać – podczas mojego  lipcowego Tour de Slovakia weszłam na wyżyny sofciarstwa. A raczej – wjechałam. Mimo, że zwykle dość sceptycznie patrzę na ludzi, którzy pakują się do kolejki, zamiast w pocie czoła wdrapywać się do góry i mozolnie zdobywać wysokość, teraz sama kilka razy wspomagałam się tymi środkami transportu.  Powód – byle jaka pogoda i mało czasu. Tak sobie zaplanowałam wyjazd, że kiedy przemieszczałam się z jednego miejsca w drugie, miałam do dyspozycji tylko pół dnia. Żeby wycisnąć z wyjazdu jak najwięcej trzeba czasem schować honor do kieszeni, za to wyciągnąć portfel. Okazuje się, ze warto. Czytaj dalej „Mała Fatra dla sofciarzy. Wielki Krywań & Chleb”

Uszba,Uszba pokaż rogi…Trekking w Swanetii cz. 1


Kaukaz mnie pokonał. Szłam przez pofalowany płaskowyż otoczony przez strzelające w niebo czterotysięczniki, patrząc na przemian, nerwowo na zegarek i za zachwytem na rogatą zaśnieżoną Uszbę, która ani trochę się nie zbliżała. Wydawało się,że góra z pobłażliwym uśmiechem patrzy  na ludzką mrówkę drepczącą po zielonej łące. Podobnie, jak ja kilka godzin wcześniej – z drwiącym uśmieszkiem analizowałam relacje blogerów, którzy twierdzili, że już podchodząc pod krzyż górujący nad Mestią można się nieźle zmęczyć. Przecież ten krzyż to rzut beretem, godzina, max półtorej – myślałam – pewnie nie chodzą po górach i mają kondycji. Nie to co ja :-D Do krzyża dowlokłam się w 2,5 godziny….zupełnie bez mocy i  bez formy. Oficjalnie – zwracam honor. Czytaj dalej „Uszba,Uszba pokaż rogi…Trekking w Swanetii cz. 1”

Z wizytą u rudej baby z Radomia. Pierwsze spotkanie górskiej blogosfery


Jadę na weekend do Radomia…. Że co??? Gdzie??? Po co??? Reakcja moich znajomych byłaby chyba mniej gwałtowana, gdybym powiedziała, że przymierzam się do zdobywania zimowego K2. Radom kojarzy się z prawie niedziałającym lotniskiem i z osławioną chytrą babą. Na pewno nie z górską aktywnością.

Dawno, dawno temu na Tatromaniakach, albo innej górskiej grupie zobaczyłam zdjęcia otagowane „Wieczna Tułaczka”. Wow, ale laska ma perfekcyjnie ułożone włosy w górach – pomyślałam. Obok niej na zdjęciach pojawiała się rudowłosa dziewczyna kryjąca się pod pseudonimem „Tatry dla średniozaawansowanych”. Hmm, nieco dziwna nazwa…. Ale z ciekawości weszłam na fan page’e, potem na blogi, przeczytałam oba od deski do deski; zaczęłam zaglądać tam regularnie. Tak zaczęła się moja przygoda z blogami górskimi. Czytaj dalej „Z wizytą u rudej baby z Radomia. Pierwsze spotkanie górskiej blogosfery”