Oswajanie zimy.Dzień pierwszy – lans nad Morskim Okiem.


Na Tatromaniakach szał. Ludzie wrzucają zdjęcia  z zaśnieżonych Tatr, komentarze pełne zachwytu i euforii. Ja wpadam w czarną rozpacz – przecież nie tak miało być! Gdzie ta  piękna złota polska jesień i co z z moim planem, żeby jeździć w góry co weekend dopóki nie spadnie śnieg. No właśnie. Czyli to już? Wpadam w deprechę, z nienawiścią spoglądam w kamerki TOPRu i z obrzydzeniem czytam wpisy na FB. Trzeba być nienormalnym,żeby się jarać śniegiem w górach!

Czytaj dalej „Oswajanie zimy.Dzień pierwszy – lans nad Morskim Okiem.”

Czerwone Wierchy. Jak w jeden dzień zaliczyć cztery dwutysięczniki.


Czerwone Wierchy – dla górskiego laika brzmi groźnie,wysoko,stromo. Nie wiem dlaczego takie skojarzenia miałam kiedy pierwszy raz usłyszałam tą nazwę, czyli cztery lata temu, kiedy zaczynałam jeździć w Tatry. Nieco później dowiedziałam się,że to łatwa trasa w Tatrach Zachodnich bez trudności technicznych, za to strasznie długa. To skutecznie odstraszało mnie przez kilka lat, nie wiedzieć czemu wydawało mi się,że nie mam kondycji i nie zdążę przed zmrokiem.

W pierwszy sierpniowy weekend,zamiast wstawać w środku nocy i tłuc się rankiem do Zakopca, postanowiłam pojechać od razu po pracy w piątek, przenocować jak burżuj w hotelu i o świcie wyruszyć na szlak.

Czytaj dalej „Czerwone Wierchy. Jak w jeden dzień zaliczyć cztery dwutysięczniki.”