Czerwone Wierchy. Jak w jeden dzień zaliczyć cztery dwutysięczniki.

Czerwone Wierchy – dla górskiego laika brzmi groźnie,wysoko,stromo. Nie wiem dlaczego takie skojarzenia miałam kiedy pierwszy raz usłyszałam tą nazwę, czyli cztery lata temu, kiedy zaczynałam jeździć w Tatry. Nieco później dowiedziałam się,że to łatwa trasa w Tatrach Zachodnich bez trudności technicznych, za to strasznie długa. To skutecznie odstraszało mnie przez kilka lat, nie wiedzieć czemu wydawało mi się,że nie mam kondycji i nie zdążę przed zmrokiem.

W pierwszy sierpniowy weekend,zamiast wstawać w środku nocy i tłuc się rankiem do Zakopca, postanowiłam pojechać od razu po pracy w piątek, przenocować jak burżuj w hotelu i o świcie wyruszyć na szlak.

DSCN5698

Duch wprawdzie ochotny ale ciało mdłe – wykończona ciężkim tygodniem w pracy i kilkudniową migreną, stwierdziłam,że muszę się wyspać..i na szlaku pojawiłam się kilkanaście minut po dziewiątej.


Żeby za jednym zamachem zdobyć kilka szczytów powyżej 2000 n.p.m nie trzeba być Kingą Baranowską, ani Denisem Urubko, nie są wymagane codzienne wizyty w klubie fitness ani bieganie po pracy. Wystarczą dobre buty, samozaparcie, prowiant i dość wczesna pobudka. No i jednak jaka taka kondycja – w ciągu całodzienniej wycieczki pokonujemy prawie 1200 m przewyższenia i ok 16 km. Jednak dla miłośnikow odhaczania szczytów to doskonała okazja żeby poprawić swoje statystyki. A dla tych, którzy zamiast zaliczać szczyty, wolą podziwiać widoki – jedna z najpiękniejszych tras w polskich Tatrach.


Startuję z Doliny Kościeliskiej. Wybieram czerwony szlak, chociaż w necie naczytałam się,że jest najbardziej nudny, żmudny i męczący.

Byłam przygotowana na najgorsze i być może dlatego nie idzie się tak źle. Moim zdaniem szlak wcale nudny nie jest ( w porównaniu np ze szlakiem z Rusinowej na Gąsienicową ), za to dość męczący, zwłaszcza kiedy naładuje się plecak bez opamiętania.

na czerwonym szlaku

Cóż, sama sobie zgotowałam ten los; przeklinając bolące ramiona i plecak ciągnący mnie w dół myślę,że to doskonały trening przez Camino ( gdzie może kiedyś się wybiorę) Kilkadziesiąt minut przez las i dochodzę do Pieca (rzekomo dobre miejsce na postój,ale ja się nie zatrzymuję),

Po lewej stronie pojawia się Giewont, który pierwszy raz oglądam z tej strony. To jedna z rzeczy które uwielbiam w górach – ten sam szczyt z innej perspektywy wygląda zupełnie inaczej. Niby banał a super sprawa!

Kolejne etapy wędrówki to króciutka sjesta na Siwej Przełączce i 50 minutowe podejście na Ciemniak.Na przełęczy,po 3 godzinach wędrówki pozwalam sobie wreszcie na 15 minutową przerwę – czuję,że jak nie usiądę, to zaraz się przewrócę.

widok z Chudej Przełęczy na Tatry Zachodnie

Nie wiem dlaczego forma fatalna, może dlatego że zamiast zarwać noc, jak człowiek się wyspałam i zjadłam porządne śniadanie. Wlokąc się na Ciemniak, czuję,że zaraz wypluję płuca. Na szczyt docieram po 3.50 h od wyjścia z parkingu w Kirach. Nie jest źle.

DSCN5693

Najgorsze za mną – przede mną wędrówka granią Czerwonych Wierchów. Za plecami mam zamglone nieco (bo pod słońce) Tatry Zachodnie, przede mną cała plejada tatrzańskich kolosów. Po słowackiej stronie oczywiście. Szczególnie imponująco prezentuje się Krywań.

DSCN5696

Mimo,że słońce praży, dziś na górze jest chłodno,wieje lodowaty wiatr, więc wygrzebuję z plecaka softshell. Bez pośpiechu  wędruję szeroką ściezką i „zdobywam” kolejne szczyty.

Ciemniak 2096 m. n. p.m.
Ciemniak 2096 m. n. p.m.
Krzesanica 2121 m.n.p.m.
Krzesanica 2121 m.n.p.m.

Wietrzny Ciemniak, Krzesanica z usypanymi kopczykami, Małołączniak, z zachwycającą panoramą, zatłoczona i swojska ( jestem tam 3 raz) Kopa Kondracka.

na Małołączniaku 2104 m.n.p.m
na Małołączniaku 2104 m.n.p.m
panorama z Kopy Kondrackiej 2005 m.n.p.m
panorama z Kopy Kondrackiej 2005 m.n.p.m

Wreszcie wykańczające kolana zejście na Halę Kondratową, piwo na trawie pod schroniskiem, zgubiona po drodze chustka, powrót do Kuźnic w tłumie.Placki po zbójnicku,tradycyjne przepychanki pod Szwagropolem,nocny duszny hałaśliwy Kraków.

Nic więcej nie jestem w stanie napisać o tej wycieczce, Być może dlatego,że wspomnienia zostały szybko przysłonięte przez nowe – te z ostatniego weekendu . Szlak na Czerwone Wierchy mogę polecić każdemu,kto ma dobrą kondycję. Trudności żadne, a widoki przepiękne. Ja na chwilę dość mam zielonych,trawiastych gór – następnym razem uderzam w Tatry Wysokie. Odhaczam kolejny szlak, a myślami jestem już na następnych szczytach. (Wtedy jeszcze nie wiem,że za tydzień wejdę na Przełęcz Krzyżne,do której przymierzałam się od kilku lat) Codziennie monitoruję pogodę i śpię z mapą. Chyba trochę mi odbiło ;-)

Jeśli spodobał Ci się post, masz jakieś uwagi albo komentarze – pisz śmiało pod spodem, będzie mi bardzo miło ;-) 

4 uwagi do wpisu “Czerwone Wierchy. Jak w jeden dzień zaliczyć cztery dwutysięczniki.

  1. Byłam tam, pierwszy wyjazd plecakowy w Tatry, głównie Zachodnie, i właśnie to, że można wejść na >2000m n.p.m. Fajna trasa, ja podchodziłam ze schroniska pod Ornakiem. Na początku trochę wysiłku, a potem lajt, no i schodzenie, czyli morderstwo dla kolan. Swoją drogą pewna turystka opowiadała, że poszła na ten szlak w jakiś słoneczny dzień, i po powrocie miała pół twarzy czerwonej… od opalania. Więc krem się tam przyda ;) Pozdrawiam.

    Lubię to

  2. Przyznam szczerze, że chyba mnie przekonałaś i dopiszę Czerwone Wierchy (nazwa brzmi groźnie – to fakt!) do listy tras, które muszę pokonać. Jako, że z Tatrami dopiero się poznajemy, a i kondycja nie jest wybitna myślę, że może być ciężko, ale lubię wyzwania :) !

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s