Serra de Trauma. Jak wytyczałam szlaki na Majorce.

Grunt to dobra mapa. Zwłaszcza w nieznanych górach. Zainwestowałam 12 euro, zapakowałam plecak i poszłam na spacerek po Serra de Tramuntana. Łatwa trasa na Puig de sa Bassa z którego jak na dłoni można podziwiać najwyższy szczyt Majorki. Tak na rozgrzewkę.

Kilka godzin później….

Nogi podrapane do krwi,siniaki,stoję na zboczu wśród wysokich traw i ocieram pot z czoła.Wokoło ani żywej duszy.Szlak nagle się skończył.zgubił się w trawie. Przedzieram się na przełaj, w nadziei że zaraz trafię z powrotem na ścieżkę. Wreszcie otwieram mapę. No ładnie – szlak wcale się nie skończył, nigdy go tu nie było.Z niewiadomych przyczyn zamiast trzymać się drogi, odbiłam w prawo.Teraz już za późno,żeby wracać. A może jednak?

Majorka szlaki

Nie dam się. Szczyt mam w zasięgu oka.Pytanie, jak się tam dostać. Kluczę czymś co wydaje się ścieżką.”Wydaje się” to dobre słowo, bo kilka metrów dalej jest następna, a obok jeszcze jedna.Zaczyna trafiać mnie szlag.Walczę z lękiem. Co może się stać w takich małych górach? Wyobraźnia działa. Gdybym złamała nogę, zemdlała albo została ugryziona przez węża ( kto wie, może są takie na Majorce), nikt by mnie nawet nie znalazł.Trauma.Gdybym tylko była z kimś….Jestem sama.

W końcu udaje mi się dotrzeć pod sam szczyt. Tu zaczynają się schody. Dosłownie. Chodzę naokoło i zastanawiam się z której strony zaatakować :-)  Wszędzie stromo,kamienie i skały.Po dogłębnej analizie zaczynam wspinaczkę, trzeba pomagać sobie rękami,ale przepaści nie ma. Po kilku minutach przechodzę przez szczerbę i jestem na upragnionym szczycie. Uff….

Padam na pysk. Jestem tak zmęczona upałem i stresem,że nawet nie mam siły jeść. Żuję bez przekonania bagietkę z chorizo, robię dla zasady zdjęcia i zastanawiam się, czy znajdę drogę na dół. Na autobus powrotny na pewno nie zdążę.Nie wiem,jak to jest,ale czas w górach leci dużo szybciej niż na dole.

Majorka szlaki
Puig Major – najwyższy szczyt Majorki

W końcu decyduję,że zejdę inną drogą, bo wydaje mi się,że jest tam ścieżka. Idę w dół, widzę urwiska i znów schizuję się,że wpakuję się w jakieś miejsce, skąd nie będzie wyjścia. W końcu ścieżka zamienia się w polną drogę, i co najważniejsze uparcie prowadzi mnie w dół.Uspokajam się zupełnie,kiedy nagle uświadamiam sobie,że wróciłam na szutrową drogę,która przyszłam. Dziwne. Nie mam teraz zielonego pojęcia,w którym miejscu poprzednio odbiłam. Mija napięcie i dlatego pewnie na prostej drodze skręcam kostkę. Norma.

w drodze na Puig de sa Bassa

Kiedy dochodzę do szosy wyglądam i czuję się jak wrak. Na szczęście zatrzymuje się pierwszy samochód i już za parę minut jestem na obrzeżach Soller.


Zabierz mnie w góry, powiem Ci kim, jestem….Nie mam ambicji, nie chcę robić kariery,jestem leniwa,w opisie amerykańskiego filmu nazwano by mnie życiowym nieudacznikiem. W górach zamieniam się w inną osobą, czuję w sobie siłę,mimo,że często brak mi tchu i nawalają kolana. W górach jestem w stanie szybko podjąć decyzję, uparcie dążyć do celu, podejmować ryzyko,ale też zrezygnować, kiedy czuję,że coś jest nie tak. W górach nie martwię się niczym nieistotnym. 

Serra de Tramuntana to nie Himalaje ani nawet Tatry, 1436 m.n.p.m to maksymalna wysokość na którą można się wspiąć. Ale każde góry są niebezpieczne, złamać nogę można na prostej drodze, zgubić się we własnym mieście. Dla wielu osób samotne błądzenie po bezdrożach Majorki to żaden wyczyn, dla mnie – sprawdzian, udowodnienie sobie,że stać mnie na wiele. Że mieszkanie,samochód,meble z Ikei,mąż,dzieci nie są wyznacznikiem samospełnienia.


Wycieczka na Puig de sa Bassa nie zostanie mi w pamięci z powodu pięknych widoków – te były dość przeciętne.Za to zapadnie mi w pamięć, jako miejsce,gdzie się nie załamałam, nie zawróciłam,nie przestraszyłam nieznanego,uparcie szłam przed siebie. Za chwilę wrócę do Krakowa,siądę w biurze,zacznę dzień od przepraszania za nieswoje błędy, poczuję się małym, nic nie znaczącym elementem wielkiej machiny. Ale dziś, tu, teraz, na Puig de sa Bassa, kiedy jest mi niedobrze ze zmęczenia i upału,czuję się silna. Zewnętrzny korpo-świat wydaje się nie istnieć. Może właśnie dlatego chodzę po górach….


Po powrocie do domu, zaczęłam szukać szlaku w internecie , okazało się,że podejście na szczyt od strony wschodniej jest całkiem łagodne, a szlak krótki i dziecinnie prosty. Cóż, sama sobie zgotowałam ten los….Może warto nauczyć się posługiwać mapą :-)


Opis szlaku: startujemy z Fornalutx ( dojazd z Soller autobusem  212  rozkład TU ) , z głównego placu schodami, potem kamienną ścieżką, przekraczamy jedna,a potem drugą szosę. Szlak póki co oznaczony. Przy małym domku z oznaczeniami teren prywatny skręcamy w lewo i idziemy drogą w las, w górę. Ja odbiłam może po 15 minutach w prawo, trawersując zbocze,aż weszłam na łąkę, skąd w górze, nieco na prawo można było zauważyć kupę kamieni – szczyt. Wejście na szczyt zaczęłam od połamanego drzewa. Można się tam wspiąć nawet bez specjalnych umiejętności. Powrót – koło drzewa idę w prawo, i ciągle w dół, mniej lub bardziej znikającą ścieżką, która w końcu zamienia się w ubitą drogę.Czas: ok 4 godziny (wliczając błądzenie i powrót stopem z miejsce kiedy szlak przecina asfaltową drogę.)

Połowę szlaku znajdziecie TU – potem Endomondo zdechło)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s