La Gomera. Gdzie diabeł mówi dobranoc

Gomera to mała okrągła zielona wyspa o średnicy zaledwie 22 km. Opalając się w jednym z kurortów południowo –zachodniej Teneryfy, niemal cały czas mamy ją w zasięgu wzroku, majaczy się na horyzoncie przykryta warstwą chmur.  Wyspa omijana przez tłumy, bo nie ma tam zbyt wielu plaż, infrastruktura turystyczna jest słabo rozwinięta, często padają deszcze ( ktokolwiek pisał te przewodniki chyba nigdy nie był na Azorach,hehe).  Z drugiej strony – rzut beretem do głośnej i turystycznej Teneryfy.

Gomera góry
w samym sercu wyspy

Jak się pewnie domyślacie, najbardziej martwiły mnie te deszcze. Dlatego przez długi czas jakoś nie ciągnęło mnie na Gomerę.  Wyobraźcie sobie jednak, że na wyspie nieznacznie większej od Krakowa jest ponad 600 km szlaków pieszych, laurowy wilgotny las (wpisany na listę UNESCO), przedziwne formacje skalne, dzikie plaże dla naturystów…  Ogólnie wszystko „off the beaten track”. Wracając promem z La Palmy miałam okazję przyjrzeć się wyspie bliżej, zaintrygowały mnie postrzępione szczyty i głębokie wąwozy. Wreszcie, postanowiłam zaryzykować i  pewnien w majowy wieczór  w 2014 roku postawiłam stopę w porcie San Sebastian de la Gomera.

 

Gdzie diabeł mówi dobranoc

Z Teneryfy na Gomerę płynie się ok. 45 minut; ale wydaje się, że wyspa oddalona jest o lata świetlne od hałaśliwej i komercyjnej sąsiadki.  W pierwszy wieczór w stolicy – San Sebastian przeżywam szok kulturowy. O 20 wszystkie sklepy pozamykane, na ulicach pusto jak w moim rodzinnym mieście w Beskidzie Niskim, kilka sennych knajp. Stolica to de facto małe ciche kanaryjskie miasteczko, właściciel pensjonatu przyjmuje mnie w pokoju gościnnym i nie mówi wcale po angielsku ( na szczęście udało się jakoś dobić targu) , w centrum panuje atmosfera rozleniwienia i ogólny chillout.

DSCN3412
Streets of San Sebastian

Na drugi dzień widzę, jak na miejskiej plaży odbywa się lekcja wu-efu; refleksyjnie stwierdzam, że te dzieci muszą być bardzo szczęśliwe ( a one pewni marzą o życiu w wielkim mieście na kontynencie) W miasteczku wieje nudą, ale chętnie bym się tak teraz ponudziła.

Trekking

Po to tu przyjechałam – kilkaset kilometrów szlaków kusi. Jak to na wakacjach każda chwila jest droga, nie ma czasu na spanie, już następnego rana po przyjeździe wyruszyłam na szlak. Na początku odwiedziłam centrum wyspy i fantastyczne formacje skalne ( na pewno poświęcę im osobny wpis) ;  pochodziłam też nieco w rejonie Valle Gran Rey.

Gomera trekking
Los Roques – na szlaku w centrum wyspy

Mimo, że obiektywnie wszystko było OK, coś mi na La Gomerze nie pasowało. Niby ładnie ale jakoś nudno, brak tak pożądanego przeze mnie opadnięcia  szczęki.. Wyspa ma kształt kopuły poprzecinanej głębokimi wąwozami; wiele szlaków prowadzi w lesie. Brak wybitnych szczytów ( duży minus!) , za to niemal cały czas towarzyszy nam wyrastająca z oceanu potężna sylwetka Teide.

DSCN3397
Krzepiąca obecność Teide

Przyznam szczerze – wielu szlaków na Gomerze wtedy nie przeszłam, maj 2014 to nie był dla mnie dobry czas – po prostu nie miałam zdrowia. Mogę jednak z czystym sumieniem powiedzieć, że La Gomera ma potencjał dla szukających spokoju wędrowników, zaś wg przewodnika Rothera  niektóre szlaki mogą przyprawić o drżenie nóg i zawroty głowy. To mnie nieco motywuje, żeby jeszcze kiedyś tam zajrzeć. Może na emeryturze ;-)

Gomera trekking
Bezimienna skała nad Valle Gran Rey, w tle El Hierro

 

Plaże

Rzekomo nie ma na Gomerze wielu plaż. Pewnie coś w tym jest, duży procent wybrzeża to spadające do morza kilkusetmetrowe klify. Na pewno warto odwiedzić całkiem sympatyczną plażę miejską w San Sebastian ( w maju totalne pustki, razem ze mną były może 3 osoby, być może dlatego, że woda była lodowata); ponoć fajna plaża jest w Playa de Santiago ( nie dotarłam) ; zagłębiem plażowym jest Valle Gran Rey ( 3 całkiem niezłe plaże)

DSCN3437
Plaża miejska San Sebastian

Ja szczególnie miło wspominam Playa del Ingles – dziką plażę dla naturystów na samym końcu doliny. Na plaży jest mnóstwo wielkich głazów, między którymi można się rozlokować ( jeśli szukamy nieco więcej prywatności); potężne fale rozbijają się o skały, nic nie zakłóca atmosfery beztroskiego lenistwa i luzu. Nietekstylne plażowanie to dla mnie kwintesencja udanych wakacji  (plus oczywiście góry), dlatego bardzo miło wspominam tą plażę.

Gomera Playa del Ingles
Idealne miejsce, żeby opalać się bez kostiumu

Valle Gran Rey

Jeśli tak jak ja obawiacie się niepewnej pogody na Gomerze, zatrzymajcie się w Valle Gran Rey. Zachodnie wybrzeże, 2 km szerokości u wylotu, 800 metrowe klify – to wszystko sprawia, że panuje tam mikroklimat – bardzo dużo słońca, bezwietrznie. Od stolicy oddalona tylko o 50 km, ale droga wije się serpentynami po zboczach wąwozów ( troszkę się bałam) dlatego podróż zajmuje ok. 2 godziny.

Gomera
Jak na dłoni widać serpentyny

O ile San Sebastian to autentyczne kanaryjskie miasteczko, to miejscowości w Dolinie Wielkiego Króla mają charakter nieco bardziej kurortowy. Jest niemiecka piekarnia, jest SPAR, są sklepy z pamiątkami, są kompleksy apartamentów. Wszystko czego człowiek potrzebuje do życia ( na urlopie).  Żeby jednak było jasne – dolina nie przypomina zabudowanych blokowiskami miejscowości wypoczynkowych.

DSCN3455
Playa de Valle Gran Rey

Ja zatrzymałam się w Vueltas – cichej miejscowości przy przystani, dostałam pokój z widokiem na góry. W górach w nocy krzyczały dziwne ptaki, a może jakieś inne zwierzęta,przypominało to płacz dziecka i  robiło to niesamowite wrażenie, spotegowane ciemnością i czystym niebem pełnym gwiazd. Czułam się tam szczęśliwa….przez te kilka dni.

Gomera
Port Vueltas. Miałam widok z okna na tą wielką górę

Jednym minusem doliny jest to, że kiedy się już tam wyląduje ciężko się z niej wydostać piechotą – nawet na szlak musiałam podjeżdżać w górę autobusem. Kiedyś Valle Gran Rey była mekką hippisów – dziś mekką ludzi szukających spokoju. Tanio nie jest, ale coś mi się wydaje, że jakby ktoś się uparł, to dałoby się rozbić namiot ( np. u kogoś w ogrodzie).

Valle Gran Rey
dolina 1000 palm to chyba nie na tej wyspie ;-)

 

Jak widać, nie oszalałam na punkcie La Gomery. Z drugiej strony – teraz kiedy piszę ten artykuł przypominam sobie spokojną  słoneczną dolinę, puste plaże,jeszcze bardziej puste szlaki, zieloność i święty spokój myślę, że było warto zapłacić 60 euro za prom i przepłacić za nocleg ( jak wiadomo, im mniejszy przerób turystów, tym mniejszy wybór taniego zakwaterowania).

Playa del Ingles
Moja ulubiona plaża

Obawiałam się pogody,tymczasem przez 5 dni nie spadła ani kropla deszczu. W porównaniu z dużymi wyspami ludzie są bardzo przyjaźni, można też poćwiczyć hiszpański. Wyspa mnie nie urzekła, nie żegnałam jej z łezką w oku, nie wspominam jej z rozrzewnieniem ani ekscytacją. Ale teraz sobie myślę, że może fajnie byłoby kiedyś na nią wrócić, może przy okazji kolejnego pobytu na Teneryfie ( a że kolejny będzie, to oczywiste – przecież muszę w końcu wejść na Teide).

 

 


 

Jeśli zainteresowała Was Gomera, pod spodem kilka praktycznych informacji, chętnie odpowiem też na wszystkie pytania ;-)

 

PromyNaviera Armas i Fred Olsen – po kilka połączeń dziennie z Los Christianos na Teneryfie, cena ok 30 € w jedną stronę, 50 min rejsu

Autobusy lokalne : Guagua Gomera – dojeżdżają do najważniejszych miejscowości, niestety – nie ma autobusów wcześnie rano i późno wieczorem, zdecydowanie bardziej pod mieszkańców niż pod turystów

Szlaki : korzystałam tradycyjnie z mapy Kompass #231 i przewodnika Rother Walking Guide, dobrze oznaczone

Noclegi : bukowałam przez booking.com jak zwykle, w San Sebastian – Hostal Pension Hesperides ( zniknął ze strony, mam nadzieję że nie splajtował) i Pension Candelaria – oba polecam.

Ps. Zdjęcia jakie są – każdy widzi, wtedy miałam aparat gorszy niż teraz w telefonie. Ale myślę, że mimo słabej jakości widoki bronią się same ;-)

 

 

10 uwag do wpisu “La Gomera. Gdzie diabeł mówi dobranoc

  1. Głośna i turystyczna Teneryfa? Gdzie niby? Chyba tylko ten kawałeczek wybrzeża na południu! A to jedynie sztuczny turystyczny twór jakich wiele na świecie… polecam Teneryfę poznać z innej strony, tej prawdziwej.

    Lubię to

    1. Hej!dla większości ludzi którzy lecą na Teneryfę np z biura to właśnie Południe jest obrazem wyspy.Poza tym w oczy rzuca się kontrast bo właśnie z Los Christianos płynie się na Gomerę.Użyłam skrótu myślowego.Na Teneryfie byłam 4 razy i mam na blogu kilka relacji- właśnie z tych spokojnych nieturystycznych miejsc.Pozdrawiam☺

      Lubię to

  2. A ja mam pytanie – czy będąc na Teneryfie warto wybrać się na jeden dzień na La Gomerę? Czy 10 godzin na wyspie to zdecydowanie za krótko?

    Lubię to

    1. Ludzie jeżdżą na takie jednodniówki, ale to taka gonitwa trochę ;-) Jak się ma własne auto to jest jakiś sens, choć do Valle Gran Rey już nieco za daleko.Drogi są takie kręte, ze autobus jechał 2 h, a może nawet dłużej Bez auta całkiem nie ma sensu, bo autobusy rzadko jeżdżą. W samym San Sebastian nie będzie co robić, a ciekawsze krajobrazy są w głębi wyspy. Kiedyś chyba myślałam o takiej wycieczce, ale zrezygnowałam. Ja bym osobiście wolała spędzić ciekawy dzień na Teneryfie niż tak gnać ;-) Choć zdaję sobie sprawę, że jak ktoś po górach nie chodzi to może u wystarczyć taki objazd.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s