Łomnica Paweł Kulinicz

Na szczyt mimo wszystko. Paweł Kulinicz pod Łomnicą

Jakie ja  właściwie mam problemy? Pomyślmy…. Że bilety Ryanaira podrożały albo że w piątek muszę siedzieć w pracy do północy. Najgorsze jest to, kiedy w Tatrach nie ma dobrej widoczności, wychodzę na szczyt i góry jakieś takie zamglone. Tragedia, zdjęcia wyjdą byle jakie. Czasem robi się naprawdę poważnie – pod oknem kibole lokalnego klubu drą mordy, przytyłam i nie mieszczę się w ulubione spodenki,martwię się, bo ktoś  mi odlajkował fan page’a na fejsie.

Są dwa światy,jeden –  ludzi młodych i zdrowych, i ten drugi –  świat ludzi niepełnosprawnych. Te światy istnieją równolegle, nie przenikają się – mówi Magda z Fundacji Anny Dymnej ” Mimo wszystko”, moja towarzyszka na tylnym siedzeniu auta pędzącego na Słowację. W piękny niedzielny poranek jedziemy do Tatrzańskiej Łomnicy, na wycieczkę inną niż wszystkie. W samochodzie zapada cisza, być może przez chwilę każdy z nas robi mały rachunek sumienia, tylko po to, żeby stwierdzić, jak banalne są nasze problemy. Powoli dociera do mnie, że żyjąc we własnym świecie, nic nie wiem o problemach ludzi, którzy mieli mniej szczęścia niż ja.

if

Małe, dwudziestokilkumetrowe mieszkanie na obrzeżach Krakowa, na ścianach zdjęcia ośnieżonych szczytów, pamiątki z dalekich wypraw, pokaźna kolekcja kamieni. Przytulnie i klimatycznie. To miniaturowe mieszkanko to cały świat Pawła, który jeszcze kilka lat temu wchodził na sześciotysięczniki. Jeszcze nie tak dawno cieszył się ogromnymi przestrzeniami w Himalajach, dziś nie tylko zamknięty w czterech ścianach, ale także uwięziony we własnym ciele.

Paweł Kulinicz ma 36 lat, pochodzi z Warszawy, ale od małego kocha góry. Wspinał się najpierw w Tatrach, potem w Alpach, wreszcie przyszedł czas na Himalaje. Mierzył wysoko i marzył o ośmiotysięcznikach. W 2005 roku zapadł wyrok – u Pawła zdiagnozowano śmiertelną genetyczną chorobę – ataksję rdzeniowo móżdżkową. Ta bardzo rzadka choroba, która powoduje zaburzenia koordynacji ruchowej i równowagi, trudności w mówieniu. Chorzy bardzo często spotykają się z ostracyzmem społecznym, bo są po prostu postrzegani jako pijani. Obecnie choroba jest nieuleczalna, z biegiem czasu postępuje i dotknięci chorobą nie są w stanie funkcjonować samodzielnie.

if

Choć choroba od lat zbierała żniwo wśród członków najbliższej rodziny wspinacza, on od samego początku postanowił walczyć. Wierzył, że wydrowieje i wróci w góry wysokie, łapał się każdej szansy na wyleczenie. Dzięki zebranym pieniądzom udało mu się wyjechać do Chin i poddać dwukrotnie operacji wstrzyknięcia komórek macierzystych. Taki zabieg pomaga 86% chorych. Szanse były naprawdę duże. Paweł nie miał szcześcia – nastąpiła chwilowa poprawa, a później nawrót choroby, która obecnie postępuje z dnia na dzień.

Marzenia o zdobywaniu himalajskich szczytów zostały przysłonięte tymi bardziej przyziemnymi – żeby móc w miarę normalnie funkcjonować – bez wysiłku umyć zęby, wyjść na spacer, zjeść zupę ogórkową, której nie serwują w lokalnym barze. Trudna codzienność himalaisty to nie tylko walka z własnym ciałem, które nie chce go słuchać, to także zmagania z samotnością. Straszliwa choroba zabrała większą część jego rodziny, mieszka sam, odwiedzany czasem przez pracowników krakowskiego MOPSu i wolontariuszy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
gotowi na wycieczkę

Duch ochotny, ale ciało mdłe – mimo ciężkiej choroby, miłości do gór nie da się pozbyć, ani zapomnieć tego wspaniałego uczucia, kiedy stoimy na szczycie i wiatr rozwiewa nam włosy. Paweł już wie, że na ośmiotysięcznik nigdy nie wejdzie, ale nadal,kiedy widzi jakiś szczyt,  zaczyna kombinować, jaką drogą mógłby się na niego wdrapać. Mimo, że wspinał się w Karakorum, nade wszystko kocha Tatry –  tam stawiał pierwsze wspinaczkowe kroki, tam przeżył pierwsze niebezpieczne przygody. Dlatego w ten majowy poranek trzema samochodami pędzimy w stronę Łomnicy, na wycieczkę w Słowackie Tatry Wysokie. Zabieramy Pawła tak blisko królowej jak tylko się da – wjedziemy z nim kolejką nad Łomnicki Staw.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Łomnica

Trzy lata temu zachorowałam na poważną przewlekłą chorobę, byłam zrozpaczona i od tego czasu wiele się w moim życiu zmieniło. Jednak jedna myśl trzymała mnie przy życiu – nadal mogłam chodzić po górach, tego nikt nie mógł mi odebrać. Gdybym jednak nie była w stanie jeździć w góry, chyba bym się załamała i moje życie straciłoby sens. Pamiętam jak leżąc chora oglądałam zdjecia na fejsbukowych grupach i strasznie tęskniłam. Nawet nie wyobrażam sobie,jakie to musi być uczucie – wchodzić na szczyty w Himalajach, a kilka lat później z trudem poruszać się po własnym mieszkaniu. Ukochane góry móc oglądać tylko na zdjęciach.

Jeśli jednak myślicie, że nasz wycieczka upłynęła w hiobowym nastroju, to się grubo mylicie. Zmagania i niebezpieczne sytuacje w górach wysokich wiele Pawła nauczyły, to człowiek, który nigdy się nie poddaje. Na naszej wyprawie tryska humorem i sypie żartami, opowiada ciekawe historie z himalajskich szlaków. Nie narzeka. Cieszy się chwilą.

IF
carpe diem…

W wycieczce bierze udział 12 osób -oprócz wolontariuszy z fundacji i pracowników firmy Business Lease, którzy w ramach wolontariatu pracowniczego przywieźli samochody z Warszawy, są także przedstawiciele mediów.  Magda prowadząca bloga Wieczna Tułaczka, która na zaproszenie fundacji przyjechała z drugiego końca Polski i Bartek z Tygodnika Powszechnego, współautor książki „Broad Peak.Niebo i piekło”.  Tworzymy fajną, wesołą ekipę ludzi kochających góry. Większość z nas spotyka się tego dnia po raz pierwszy , ale szybko znajdujemy wspólny język. Cała wyprawa to kupa śmiechu i pozytywnej energii.

Dzięki biletom zasponsorowanym przez firmę Tatry Mountain Resort wjeżdżamy nad Łomnickie Pleso. Mimo, że z samochodu z lękiem obserwowałam czarne chmury skłębione nad słowacką stroną Tatr, Łomica pokazuje się w całej okazałości. Pojawiają się też efekty specjalne w postaci lawiny spadającej do śnieżnego kotła.

Obserwujemy malutki wagonik kolejki pnący się prawie pionowo na szczyt Łomnicy. Stwierdzam, że z moim lękiem wysokości wolałabym o własnych siłach wspiąć się na górę, niż jechać kolejką, która wygląda jakby miała zaraz spaść. Okolice Łomnickiego Stawu to miejsce bardzo zniszczone przez człowieka – z knajpy dobiega głośna muzyka, najbardziej jednak rozwala mnie plac zabaw z kiczowatym drewianym miśkiem. Góry jednak bronią się same, nie ma jeszcze wakacyjnych tłumów i możemy razem z Pawłem do woli cieszyć się bliskością jednego z najpiękniejszych tatrzańskich szczytów.

Niestety, w górach czas płynie bardzo szybko i musimy wracać. Po drodze do Krakowa wpadamy na tradycyjny niedzielny obiad do restauracji w hotelu Liptakówka w Białce Tatrzańskiej.Rosół i schabowy to jak dla mnie obowiązkowy zestaw po każdej wycieczce w góry. Najedzeni i naładowani pozytywną energią wracamy do Krakowa ok. 20-stej.

if

Żegnamy się z Pawłem pod jego mieszkaniem na obrzeżach Krakowa i każdy z nas wraca do swoich domów, obowiązków, nieco błahych teraz problemów, do swojego życia. Ja idę do domu przez upalny, zatłoczony Kraków z głową pełną myśli i  pomimo zmęczenia wieczorem nie mogę zasnąć. Wprawdzie wycieczka z Pawłem to już wspomnienie, ale ta historia wcale się nie kończy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
przystanek w drodze do domu

Leczenie komórkami macierzystymi nie powiodło się, ale Paweł wciąż się nie poddaje. Nowy japoński lek, który może zatrzymać chorobę kosztuje jedyne 2500 zł za jedno opakowanie ( dawka miesięczna).  Jeśli zadziała, Paweł będzie musiał brać go do końca życia. Póki co trwa walka o sprowadzenie niezatwierdzonego leku do Polski, niestety ktoś gdzieś wysoko podjał decyzję, że nie będzie on refundowany. Jak pisałam wcześniej, choroba z dnia na dzień postępuje, dlatego procedura sprowadzenia leku to Polski to nierówna walka z czasem. Liczy się każdy grosz, nie tylko na lek, które może Pawłowi uratować życie, ale także na rehabilitację i bieżące wydatki.

Zdaję sobie sprawę, że codziennie bombardują nas prośby o datki na różne cele, chore dzieci, niepełnosprawnych, czy nieuleczalnie chorych. Wiem, że nie można pomóc każdemu, że często stajemy trudnym wyborem, komu przekazać pieniądze. Wiem też, że tego bloga odwiedzają ludzie, którzy tak jak Paweł Kulinicz kochają góry. Prawdopodobnie większość z Was nigdy nie słyszała o Pawle ani o strasznej chorobie, z którą codziennie walczy. Być może ten artykuł sprawił, że chcielibyście mu jakoś pomóc.  Dlatego, jeżeli macie jakąś zbędną kasę , podaję nr konta Fundacji Anny Dymnej ( w tytule przelewu należy podać hasło : Paweł Kulinicz) 

BZ WBK SA, swift: WBKPPLPP, 65 1090 1665 0000 0001 0373 7343

Więcej szczegółów znajdziecie na stronie fundacji TUTAJ.

Paweł Kulinicz Łomnica
nasza wycieczka

Jeżeli nie do końca jesteście przekonani do wpłacania pieniędzy, może zainteresuje Was Galeria pod gołym niebem, event organizowany przez wolontariuszy na krakowskich plantach w dniach 18-19 czerwca. Podczas dwudniowego kiermaszu charytatywnego będzie można kupić wyroby rękodzieła, a cały dochód zostanie przekazany na pomoc Pawłowi. Wciąż trwa zbiórka  obrazów i wszelkiego rękodzieła, a także pamiątek związanych z górami, dlatego jeśli jesteście zainteresowani, odsyłam na stronę biuromlodych.org. Ja niestety mam dwie lewe ręce, jeżeli chodzi malowanie, rzeźbienie etc. ale postanowiłam uruchomić wszystkie swoje znajomości, żeby nagłośnić imprezę, a być może zdobyć jakies cenne pamiątki od ludzi związanych z górami. Być może dzięki naszej wspólnej pomocy Paweł dostanie nowy lek, choroba przestanie postępować, a on znów będzie mógł wsiąść w samochód i ruszyć w ukochane góry.

W myśl zasady, że jeden obraz mówi więcej niż tysiąc słów na koniec polecam obejrzenie krótkiego materiału o Pawle, nakręconego jakiś czas temu przez TVP Kraków pt. „Choroba zabrała mu wszystko”


 

Nasza wyprawa nie doszłaby do skutku bez wsparcia : Buisness Lease ( samochody i kierowcy), Tatry Mountain Resort (bilety na kolejkę), Hotel Liptakówka w Białce Tatrzańskiej ( obiad i gościnność),Dom Ubezpieczeń Kropidłowscy ( ubezpieczenie). W imieniu organizatorów – dzięki!

Za udostępnienie materiałów archiwalnych dziękuję redakcji magazynu npm .

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

3 uwagi do wpisu “Na szczyt mimo wszystko. Paweł Kulinicz pod Łomnicą

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s