Mała Fatra dla sofciarzy. Wielki Krywań & Chleb


Nie ma się co oszukiwać – podczas mojego  lipcowego Tour de Slovakia weszłam na wyżyny sofciarstwa. A raczej – wjechałam. Mimo, że zwykle dość sceptycznie patrzę na ludzi, którzy pakują się do kolejki, zamiast w pocie czoła wdrapywać się do góry i mozolnie zdobywać wysokość, teraz sama kilka razy wspomagałam się tymi środkami transportu.  Powód – byle jaka pogoda i mało czasu. Tak sobie zaplanowałam wyjazd, że kiedy przemieszczałam się z jednego miejsca w drugie, miałam do dyspozycji tylko pół dnia. Żeby wycisnąć z wyjazdu jak najwięcej trzeba czasem schować honor do kieszeni, za to wyciągnąć portfel. Okazuje się, ze warto. Czytaj dalej „Mała Fatra dla sofciarzy. Wielki Krywań & Chleb”

Niepozorne Solisko. Spacer w chmurach


Gór nie widać. Dzień zapowiada się byle jak, szaro, mgliście, beznadziejnie. Tylko czekam, aż zacznie padać. Normalnie trafiał by mnie szlag, ale nie dziś. Dziś jest mi naprawdę wszystko jedno. Wszystko, czego oczekuję od wycieczki w góry już było –  dzień wcześniej – pogoda za sto milionów, widokowy opad szczęki, dziesięciogodzinna wyrypa, a na dokładkę wesołe towarzystwo. Ta wycieczka to trochę jak musztarda po obiedzie, zresztą nawet specjalnie nie chce mi się iść na to Solisko, nie wydaje mi się warte zachodu.

Czytaj dalej „Niepozorne Solisko. Spacer w chmurach”

Kotlet na Koprowym. Polish Expedition 2015


Prolog czyli zombie na Matecznym*

Piąta rano, ciemna noc, z zajezdni powoli wyjeżdżają pierwsze tramwaje a ulicami snują się niedobitki z piątkowych imprez. Przy stoliku pod MacDonaldem siedzi zakapturzona postać z bagażami. Człowiek, którego raz po raz telepie z zimna przypomina zombie – nieprzytomy wzrok, blada wymęczona twarz, obezwładniająca niemoc. Kiedy podjeżdża wielki amerykański krążownik szos ożywia się na moment i wpełza do środka. Auto rusza z piskiem opon i wjeżdża na pustą o tej porze Zakopiankę.

Czytaj dalej „Kotlet na Koprowym. Polish Expedition 2015”