Z wizytą u rudej baby z Radomia. Pierwsze spotkanie górskiej blogosfery


Jadę na weekend do Radomia…. Że co??? Gdzie??? Po co??? Reakcja moich znajomych byłaby chyba mniej gwałtowana, gdybym powiedziała, że przymierzam się do zdobywania zimowego K2. Radom kojarzy się z prawie niedziałającym lotniskiem i z osławioną chytrą babą. Na pewno nie z górską aktywnością.

Dawno, dawno temu na Tatromaniakach, albo innej górskiej grupie zobaczyłam zdjęcia otagowane „Wieczna Tułaczka”. Wow, ale laska ma perfekcyjnie ułożone włosy w górach – pomyślałam. Obok niej na zdjęciach pojawiała się rudowłosa dziewczyna kryjąca się pod pseudonimem „Tatry dla średniozaawansowanych”. Hmm, nieco dziwna nazwa…. Ale z ciekawości weszłam na fan page’e, potem na blogi, przeczytałam oba od deski do deski; zaczęłam zaglądać tam regularnie. Tak zaczęła się moja przygoda z blogami górskimi. Czytaj dalej „Z wizytą u rudej baby z Radomia. Pierwsze spotkanie górskiej blogosfery”

Na randce z Grzesiem. Wiosenne Tatry Zachodnie


Grześ miał być moją tegoroczną zdobyczą zimową – lekki, łatwy i przyjemny. Niezbyt wymagający. Jednak dziwnym trafem ile razy się tam wybierałam to albo byłam chora, albo nie było pogody, albo  ostatecznie szłam gdzie indziej ( patrz : Kasprowy). Czas płynął, przez Chochołowską przetoczyło się krokusowa szaleństwo, a potem długoweekendowy tłum. W końcu nadszedł dzień, kiedy postanowiłam wreszcie odwiedzić Grzesia. Potem, kiedy całkiem zniknie śnieg, nie będzie na niego czasu – kto by sobie zawracał głowę  jakimś kurduplem, skoro mam na liście prawdziwe szczyty do zdobycia. Czytaj dalej „Na randce z Grzesiem. Wiosenne Tatry Zachodnie”

Veni, vidi, vici. Zimowy Kasprowy


Siedzę nieprzytomna i niewyspana w jednym z pierwszych autobusów do Zakopanego. Szybkie spojrzenie na kamerki TOPRU – oj, nie wygląda to dobrze. Chochołowska mroczna i zasnuta chmurami , a na Goryczkowej świata nie widać. Wybór między Kasprowym a Grzesiem będzie naprawdę bardzo trudny. A przecież sprawdzałam pogodę jeszcze o pierwszej w nocy…

Dojeżdżamy do miejsca, gdzie zazwyczaj po raz pierwszy  widać z oddali tatrzańskie szczyty. Dziś gór nie ma, tylko szare niskie chmury. Nawet się nie wkurzam –  nic to, pójdę po prostu na spacer którąś z dolin, zjem szarlotkę w schronisku i wrócę. Czytaj dalej „Veni, vidi, vici. Zimowy Kasprowy”