Wokół Tossals Verds. Serra de Tramuntana na rozgrzewkę
Pierwsze dni wakacji zawsze są jakiś dziwne. Człowiek jest nieco oszołomiony, otumaniony nagłą wolnością, czuje się trochę jak pies spuszczony ze smyczy. Choć w przeciwieństwie do tego psa, zamiast cieszyć się chwilą, mimo, że już stąpa po górskim szlakiem, głową jest wciąż w Polsce, w pracy, przy komputerze. Bardzo nie lubię tego uczucia, nie jestem w stanie wycisnąć z dnia tyle ile bym chciała i w pełni się nim cieszyć, nigdy jakoś szczególnie ciepło go nie wspominam.
W pierwszy dzień, zawieszony pomiędzy monotonią obowiązków i wakacyjnym luzem,na rozgrzewkę wybieram banalny, łatwy i średnio ekscytujący szlak – pętlę wokół Tossals Verds. Idąc dobrze oznaczonym odcinkiem GR221 okrążamy mini masyw szczytów, zahaczmy o schronisko, żeby po kilku godzinach wrócić do punktu wyjścia – na przystanek Cuber. Byłam w okolicy rok wcześniej, nie spodziewam się „WOW” ani fajerwerków, jednak łażenie po płaskim i patrzenie na szczyty z daleka jakoś mnie nie bawi. Dlatego mam w planie atak na tytułowy Puig de Tossals Verds, na który nie wiedzie żaden oficjalny szlak – za to kilka wariantów oznaczonych na mapie ledwo widocznymi kropeczkami. Czytaj dalej „Wokół Tossals Verds. Serra de Tramuntana na rozgrzewkę”
Trekking na Majorce. Jak się odnaleźć w Serra de Tramuntana
Nie jestem ekspertem od Majorki. Byłam na wyspie zaledwie dwa razy. W zeszłym roku wpadłam tam na trzy dni, ale to wystarczyło, żeby się zachwycić. Urzekły mnie małe miasteczka z wąskimi uliczkami, piękne plaże, łagodny klimat, ale przede wszystkim strzelające w niebo wapienne szczyty. Serra de Tramuntana wzywała mnie tak długo, aż postanowiłam wrócić wiosną tego roku. Tym razem miałam tylko jeden cel – górskie wędrówki. Czytaj dalej „Trekking na Majorce. Jak się odnaleźć w Serra de Tramuntana”
Sintra – z czym to się je?
Nie lubię zwiedzać, powiem więcej – nudzi mnie to, do muzeum siłą mnie nie zaciągną, szkoda mi kasy na płatne atrakcje, bardziej niż (arcy) dzieła człowieka, zachwycają mnie te stworzone przez naturę. Czasem jednak nie ma wyjścia i w drodze na zadupie trzeba odwiedzić jakieś miasto. Lizbona – wszyscy znajomi ( czy to blogerzy czy „zwykli śmiertelnicy”) jak jeden mąż się nią zachwycają, artykuły na blogach można liczyć w tysiącach. 30 godzin w stolicy Portugalii to doskonała okazja, żeby zwiedzić topowe atrakcje. Ale mnie to nie kręci, moje zwiedzanie Lizbony to spacer bez celu uliczkami miasta, ja mam zupełnie inny plan. Mój krótki czas w Lizbonie zamierzam wykorzystać na….zwiedzanie pobliskiej Sintry. Czytaj dalej „Sintra – z czym to się je?”
